Pieskie życie w Stanach

Gdy byłam mała, babcia powtarzała: “ucz się dziecko, bo inaczej pieskie życie czeka”. Oj żeby ona tylko widziała, jak wygląda życie psiaków w Stanach…

 

psy w usa

 

Niedzielne, sierpniowe popołudnie spędzaliśmy w parku na rzeką Delawer. Dookoła nas, na kocach rozkładały się rodziny z piknikowymi koszykami i przenośnymi lodówkami wypełnionymi po brzegi. Jedni rozpalali grilla, inni wyciągali kanapki. Alejkami spacerowały zakochane pary, rodzice z przedszkolakami i wózeczkami. A w tych wózeczkach spodziewałam się zobaczyć śliczne, różowe niemowlaki. A tu niespodzianka. Owszem, z niektórych jeździków niemowlaki machały nóżkami na widok przechodniów, ale z innych, zamiast buziek dzieci, wychylały się psie pyszczki. Najwidoczniej amerykańskie psy męczą się chodzeniem i muszą być wożone na spacery. A niektóre nawet noszone w nosidełkach.

 

Wychowałam się na wsi, a wokół mnie zawsze były obecne zwierzaki. Od kiedy pamiętam mieliśmy psa, zazwyczaj kundelka, którego ktoś przyniósł i tak już u nas zostawał. Był czas, że po podwórku biegał tylko jeden piesek, ale zdarzało się, że było ich nawet trzy. Żyły obok nas, a w zamian za jedzenie i dach nad głową pilnowały, żeby nikt obcy nie kręcił się po obejściu. I tak było w niemal każdym domu w okolicy. Kilka lat później zetknęłam się z, jak to mój znajomi mówi, “miejskimi psami”. To były już rasowe osobniki. mieszkały w blokach i załatwiały się pod okiem właściciela w wyznaczonym czasie. A potem przyleciałam do Stanów i poznałam amerykańskie pieski z bogatej rodziny. Te pudle jadały pieczonego kurczaka, pokrojonego w kostkę i posypanego serem, co tydzień przychodził do nich fryzjer przyciąć grzywkę, a raz na miesiąc zwierzaki jechały do psiego spa zrobić paznokcie. I tak powiedzenie “pieskie życie” nabrało nowego znaczenia.

 

USA zwierzęta domowe

 

Zwierzęta domowe nazywa się tutaj “pets” i traktuje się jak dzieci. W parkach zobaczysz zwierzaki w wózkach i nosidełkach, a na samochodach obok nalepki “baby on board” widnieją też “dogmom”, “I love my granddog” albo “dogthter”. Nie wiem czy i jak to przetłumaczyć na polski. Tak samo jak nie wiem, czy jest u nas odpowiednik słowa “groomer” – najbliższe tłumaczenie to “psi fryzjer”, ale taki specjalista poza strzyżeniem, oferuje inne upiększające i pielęgnujące zabiegi. Poza tym funkcjonują supermarkety poświęcone wyłącznie potrzebom zwierzaków domowych. Są praktycznie co krok. Wielu właścicieli czworonogów wykupuje im specjalne ubezpieczenie zdrowotne, a to dlatego, że wizyty u weterynarza do tanich nie należą. Właściciele przy tym zachowują się bardzo odpowiedzialnie, każdy z nich, na spacerze ma w ręce reklamówkę i jest gotowy w każdej chwili posprzątać po swoim pupilu. W parkach i przy terenach zielonych ustawiane są specjalne kosze i stojaki z woreczkami, których zapominalscy posiadacze psów mogą użyć w nagłej potrzebie. Dzięki temu, mimo, że na każdym rogu spotkasz psiaki jest tutaj bardzo czysto i nie ma obaw, że zobaczysz jakieś “ślady”. I to jest odpowiedzialna postawa. Od A do Z.

 

Ja póki co nie mam zwierzaków w domu, a to dlatego, że nie byłabym w stanie zapewnić im tyle uwagi, ile potrzebują, ale może w przyszłości. A Ty? Masz swojego pupila w domu?



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *