Strona główna Emigracja Święta to trudny czas dla emigranta

Święta to trudny czas dla emigranta

autor Aga

Boże Narodzenie to dla nas emigrantów czas pełen skrajnych uczuć. Z jednej strony ulegamy grudniowej magii, a z drugiej czai się ta natrętna myśl, że czegoś brakuje.

 

Boże Narodzenie w USA emimgracja

 

Pisząc ten tekst, w głowie mam słowa piosenki, którą dziś usłyszałam: “There is no place like Home for the Holidays…” Tylko gdzie jest teraz mój dom? To pytanie zadają sobie teraz pewnie tysiące emigrantów. Czy dom jest tam, gdzie się wychowałam, gdzie ukształtowała się moja osobowość i charakter, czy tu, gdzie założyłam własną rodzinę? A może mam dwa domy? Ta sama myśl towarzyszy mi przy każdym locie z Polski. Wracając do Stanów wracam do domu, czy z domu?

Czasy są dziwne i te Święta będą dziwne. Wszystkich nas dotkną covidowe ograniczenia. Nie zobaczymy się z wieloma bliskimi, przyjaciółmi. Spędzimy Boże Narodzenie w wąskim gronie. Zabraknie czyjegoś śmiechu, rozmowy przy stole, a nawet tych zazwyczaj kłopotliwych pytań, których nikt nie lubi, nigdy nie ma na nie dobrej odpowiedzi i zadawane są jakby dla zasady. Wielu z nas będzie czegoś brakować. Tylko, że dla nas – emigrantów – to żadna nowość. My mamy tak w każde Święta.

Ja wiem, że wszystko da się zorganizować tak, jakby to było w Polsce. Z białym obrusem i opłatkiem. Nie jest problemem ugotować, kupić, zamówić mniej lub bardziej tradycyjne potrawy. Na najdalszym końcu świata można usiąść do Wigilii, pokolędować. Niejeden stół zastawiony będzie syciej niż ten, który pamiętamy z dzieciństwa. Niczego nie zabraknie: pierogów, barszczu, uszek. Prawie tak jak w Polsce. Ale właśnie, zostaje to “prawie”. A jak to kiedyś głosiła reklama: “prawie robi wielką różnicę”. Niby wszystko jest, a jednak czegoś brakuje. I najgorsze jest to, że nie wiadomo do końca czego albo kogo. Nie da się tego jasno wytłumaczyć ani opisać. A zrozumie to tylko ten, kto wigilijny barszcz zjada na emigracji.

 

usa święta

 

Tak, jest XXI wiek i super technologia. Świętować można przez skype, ale to nie będzie to samo. Bo jak może być? I nie zrozum mnie źle. Dziękuję losowi, za wszystkie możliwości, które mi dał. Za to wszystko co mam na co dzień. Jak większość z nas emigrantów. Żyjemy w innym kraju, bo tak zdecydowaliśmy, bo jest tu dobrze, bo możemy się realizować. Być zadowoleni z życia, szczęśliwi. Nikt nie trzyma nas za granicą na siłę. Ja to wszystko wiem. Znam wszystkie plusy i powody, dla których mieszkam tu, gdzie mieszkam. Co nie zmienia faktu, że jestem tylko człowiekiem i poza racjonalnymi argumentami, w głowie zawieje wiatr świątecznych wspomnień, obudzą się uśpione emocje. Czasami tylko na chwilkę, zaraz przejdą.

Tak mamy my emigranci. Ludzie żyjący na dwa domy, którzy cząstkę siebie zostawili kilkaset albo kilka tysięcy km dalej. Będziemy się cieszyć na rozmowy z Wami i na to wyczekiwane Świętowanie. Tylko nie dziwcie się, że czasami między słowami załamie nam się głos, albo łezka w oku zakręci.

6 komentarzy
0

Podobne Wpisy, Które Mogą Cię Zaciekawić

6 komentarzy

Marek 11 grudnia, 2020 - 10:29 AM

Szczerze przyznam, że łezka mi poleciał jak to czytałem. Rodzina jest dla mnie koszmarnie ważna. I nie tylko święta, ale święta Bożego Narodzenia szczególnie mi o tym przypominają.

Pamiętajcie, że „Dom” to szersze znaczenie – pozwala nam budować go niezależnie od fizycznego miejsca. Choć wiem… fizyczna bliskość jest szalenie ważna.

Trzymajcie się tam! Będę się modlił, żeby tęsknota w tym roku nie doskwierała tak bardzo. Wesołych Świąt!;-)

Odpowiedź
Aga 21 grudnia, 2020 - 10:20 AM

Dziękuję Marek za pamięć o nas, modlitwę, życzenia i Twoje wsparcie, które widać i czuć na tym blogu.
Tekst napisałam pod wpływem impulsu. Czasem wystarczy usłyszeć piosenkę, która budzi wspomnienia i różne myśli.

Te Święta będą dla nas wyjątkowe, bo pierwsze we Trójkę i na tym próbuję się skupić. Niech będą ciepłe i radosne 🙂

Życzę Tobie i Twojej Rodzinie wesołych, błogosławionych Świąt Bożego Narodzenia i dużo dobrych dni w Nowym Roku.

Odpowiedź
Arkadiusz 11 grudnia, 2020 - 5:17 PM

Moja pierwsza Wigilia w Szkocji wyryta jest w mym sercu już na zawsze.Przyjaciele z którymi mieszkałem wyjechali do Polski, ja zostałem w domu sam.
Najpierw zaproszony zostałem przez innych przyjaciół (tak o nich wówczas myślałem) na kolację .Już wychodząc z domu dostałem od nich telefon z wiadomością że niestety sami zostali zaproszeni i nie będą Wigilii organizować u siebie. Naprawdę jest to bolesne kiedy w Wigilię zostajesz bez bliskości z drugim człowiekiem.Niby zadzwonisz do żony i dzieci.Złożycie sobie życzenia… ale jak tu przez telefon podzielić się opłatkiem.Tamta Pasterka też była jedna jedyna jaka pozostała mi w pamięci na zawsze. Mimo iż spędziłem cała Mszę na zewnątrz bo w kościele nie było już miejsca to i tak byłem szczęśliwy, że jestem wśród ludzi, wśród Polaków choć nikogo wokół siebie nie znałem…

Odpowiedź
Aga 21 grudnia, 2020 - 10:15 AM

Cześć Arkadiusz,
dziękuję, że dzielisz się swoimi wspomnieniami.
Emigracja ma swoje plusy, ale też swoją cenę. Jak wszystko w życiu.
Mam nadzieję, że te Święta będą dla Ciebie pogodne i życzę dużo dobrych dni w Nowym Roku.

Odpowiedź
Łucja 20 grudnia, 2020 - 4:00 PM

A ja mam trochę inną perspektywę. Od dziecka pamiętam, że święta były samotne. W sensie tylko we dwie osoby. A paradoksalnie mam dużą rodzinę. Ale dla rodziny , ciotek i wujków byłyśmy z mamą za biedne żeby się zainteresować nami choćby na święta. Jak akurat nam się trochę lepiej wiodło i miałyśmy wolne 20 zł na podróż pociągiem to, jechałyśmy odwiedzić dziadków w 1 albo 2 święto. Ale i tak kończyło się kłótnią. I takiej szczęśliwej, rodzinnej świątecznej atmosfery po prostu nie znam. I najbardziej to odczułam gdy wyemigrowalam. Po prostu nic się nie zmieniło. Inny kraj, pandemia, kryzys, a moje życie rodzinne i tak wygląda jak zawsze. Podczas gdy znajomi w grudniu już zaczynają się cieszyć, że jadą do domu, albo opowiadają, jak to by chcieli pojechać, bo święta, to ja po prostu urządzam swoje święta tam gdzie jestem. Do Polski jadę załatwiać sprawy urzędowe albo spotkać się z przyjaciółmi, ale nie mam potrzeby być tam akurat 24 grudnia. Co nie znaczy że nie marzę o takich wielkich rodzinnych magicznych świętach, gdzie spotykasz się z rodziną którą kochasz i która ciebie kocha, żeby razem świętować, śpiewać kolędy, lepić pierogi, dawać prezenty, a potem całą grupą iść na pasterkę. Tylko czasem trudno mi uwierzyć, że takie święta na prawdę istnieją.

Odpowiedź
Aga 21 grudnia, 2020 - 10:13 AM

Cześć Łucja, dziękuję za Twój komentarz.
Wierzę, że przyjdzie dla Ciebie taki dzień, kiedy będziesz się cieszyć na spotkania w gronie swoich bliskich. Pamiętaj, że przyjaciele, to też rodzina, ale taka, którą wybieramy sobie sami. Życzę Ci przyjaciół, którzy będą dla Ciebie nową rodziną i z którymi będziesz tworzyć nowe wspomnienia. Nie tylko ze Świąt. Pozdrawiam i dużo szczęścia w Nowym Roku!

Odpowiedź

Zostaw komentarz